Zapiski

dowodem odwagi nie jest umierać lecz żyć

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
kurwa, kompletnie nie wiem co mam myśleć. Mam taki przesłodki ówmentlik w mojej główce (od szpilki) ze nie wiem kompletnie jak to ogarnąć.
Dlaczego jak już jest zajebiście przezajebiście to ktoś musi coś spierdolić?
Rzygać mi się chce, chciałabym, żeby wszystko miało swoje rece i nogi. Czemu ona ciągle do niego pisze, dlaczego on nie chciał wzrosnąć w moich oczach w wiekszym stopniu i zwyczajnie nie odpisał jej 'sory mala ale nie potrzebuje...' a za to zapytał 'co twoj chlopak na to' tak jakby chciał a nawet oczekiwał, a co gdyby odpisala 'o niego sie nie martw, przeciez nie musi sie o tym dowiedziec' to co umówiłby sie z nia?
Staram sie w koncu kurwa ponownie zaufac i kurwa no japierdole ufam, ufam, ufam.
09.03.2010 o godz. 14:19

Zaczęły mi się cudowne ferie, i niby mam pisać jakąś prace maturalna ^^ pffff
a wcześniej? dzień i noc przedwalentynkowa mhrrr (bo okresu kurwa mać jak nie było tak nie ma do dziś!) walentynki też niczego sobie, dostałam najpiękniejszą róże świata, taką naprawde z kosmosu, możesz mi nie wierzyć ale ja mówie prawde na prawde, w dodatku opakowanie w którym sie znajdowała było w panterrrrrke <3
Tak się też złożyło że moj piekny niebieskooki [a na prawde tego walentynkowego dnia to poprostu nic tylko zedrzeć z niego tą k o s z u l e i dżinsy ^^] wylądował u mnie w łóżku again! co troszeczke rozgniewało ojca, ale gdybym miała sie przejmować jego FOCHami to pewnie już bym w psychiatrycznym... a nawet mamy taki u nas w Rybniku ;)
Dopijam szklanke kakao i czekam na godzine 15
18.02.2010 o godz. 11:49
Coraz bliżej walentynek, co raz cieplej...nie tylko na zewnątrz domu.
Po ostatnim incydencie, jakbym się cofnęła od Niego o miliard sto czterdzieści trzy kroki. Ale teraz znowu zrobiłam z osiemset w galopie do przodu, więc chyba wszystko na dobrej drodze, czyż nie?
Walentyki nie wiem czy wypalą do końca, gdyż my Kobiety musimy zmagać się z czymś cudownym = miesiączką.
Placków co prawda nie będzie ale na pewno będzie ciasto. A jakie? sernik na zimno.
Mam nadzieje ze mu będzie smakował.
A dzisiaj zrobiłam sobie mały wypad na miasto czyli takie tam zwyczajne zakupki.
A wczoraj? mhrrrrrr....^^


Tagi: humor
09.02.2010 o godz. 17:10
Nie wiem jak wy, drogie czytelniczki, drodzy czytelnicy ale ja jestem zwolenniczką czystej prawdy, i tylko prawdy, a także antyzdradzieckiej teorii (jednak!)
Pamietasz tą notkę tj przytoczony fragment "zbrodni i kary" ?
Nie zgodze sie na takie coś, nigdy!.

Powoli nie orientuję się, czy w moim poprzednim związku albo nie kochałam, albo nie porzadałam albo *chuj* wie o co mi chodziło, ale pragnełam wrecz zeby ów mnie zdradził.
A teraz co? jak już do tego doszło z tym (n)ów tj nowy czyt terazniejszy inaczej niebieskookim to... spazmy, płacz, histeria, zazdrość taka że po wbiciu paznokci w łydki do teraz mam ślady.
Ale mniejsza z tym, pogodziłam się tak jakby z tym losem... Cierp ciało jako chciało tzn. jest mi zajebiscie przykro i nie miło, ale przecież nic się nie stało i nie mam o co się gniewać, nieprawdaż?.
A wracając do mojego przecudownego chłopaka, albo mężczyzny... albo raczej... To powiem, że jestem troszeczke nawet zaskoczona. Pozytywnie czy negatywnie? kto wie!?
Hasła podpowiadające 'gdyby to nie była miłość, to bym tu nie leżał';'lubisz kiedy Cie przytulam, nie?'

O! jeszcze pytanko, co na walentynki?
31.01.2010 o godz. 20:35
A więc, cudowny piątek w łóżku z cudownym co prawda niebieskookim. A pozniej sobotni poranek a nawet już południe.
Dokończaliśmy oglądać Tożsamość Bourna i w sumie tak... tak mi się zachciało bo to moja wina ofkorz 'swintuszenia' a nazywając rzeczy po imieniu 'loda'
Wszystko było by jak z płatka, ale to było słychać kroki taty to przerwa itd.
Kończąc poniewczasie w moich ustach, na policzkach, pod nosem i nie wiem gdzie jeszcze znajdowała się bialutka sperma, i wtem do pokoju weszła cudowna troskliwa mamusia z obiadem.
Ale, ale nie weszła dalej tylko cichym głosem poinformowała nas: 'obiad'
A później długie milczenie owiec, bo aż do niedzielnego wieczoru kiedy to wykrztusiła z siebie owe magiczne słowa 'jak chcecie to robić, to róbcie to przynajmniej jak mnie nie ma w domu'


btw. mam już zielonookiego na ramieniu... ale o tym nastepnym razem ;)
18.01.2010 o godz. 20:55
wróciliśmy...do siebie i jest tak jak było...albo i lepiej? nie wiem w sumie, to czas musi mi pokazać, ale sie boje strasznie......

A tak by the way to obiecywałam sobie że przez cały ten czas wolny będę się starała przygotowywać {albo przynajmniej zacząć to robić} do matury, i niestety nic z tego nie wyszło. Bo najpierw owa sytuacja a później i teraz jestem tak przeszczęśliwa że nie mam ochoty nawet do tego siadać, a poza tym to musiałam też znaleźć czas dla znajomych, nieprawdaż?
Za 20 dni stódniówka, brakuje mi tylko lśniącej czerwonej podwiązki no i stanika też co prawda, ale mój... nie ma jeszcze nawet garnituru... Także nie wiem kiedy zapniemy ostatni guzik!
W między czasie pójde dokończyć sobie swoje dzieło na rączce, więc pewnie później się pochwalę, moim zielonookim... hrabią.

adu tua graff qui dam
02.01.2010 o godz. 18:14
Nie mniej jednak muszę przyznać że w poniedziałek spotkałam się z Nim, i co? 'nie jestem gotowy na stały związek'
Czuje się jak ostatnia ... Ale już mi powoli przechodzi, czemu powoli? bo do mnie pisze, i w ogóle wszyscy mówią że i tak do siebie wrócimy.
Dobra nie ważne
Jak święta? przybrałam 1,4kg ;/ i dzisiaj robie sobie głodówke, przez co juz mi jest niedobrze.
25.12.2009 o godz. 11:27
kocham ten stan, a tak poza nim? to troche mi dziwnie.

Święta tuż tuż i wszystko praktycznie zapięte na ostatni guziczek długiego płaszcza ale ale... jak zwykle muszą pojawić się jakieś problemy.
Jakby było mało tej bieganiny za wszystkim to jeszcze biegam za kimś. A tak wydaje mi się nie powinno być. Czy to nie facet powinien troche zabiegać za kobietą a nie ją lekceważyć? Tym bardziej jeżeli jest troszeczke młodszy??
Nie, nie przeszkadza mi jego wiek, nie zauważam jakichś większych różnic, które np moja mama doskonale widziała, teraz to już chyba ma troche w dupie, bo woli wypić parę piw i zapomnieć o 'bożym' świecie.
A najgorsze jest to, że chyba pierwszy raz w życiu moim całym jakże długim, martwie się o to że go strace!
I do puki nie wyjaśni się wszystko do końca, tj nie zobacze się z nim do póty spokoju nie zaznam.

[świąt nie będzie]
19.12.2009 o godz. 12:56
Jakiś czas temu, (a był to bodajże poniedziałek) jechałam z Justyną w autobusie. I tak sobie rozmawiałyśmy.. o tym i owym czyli o rzeczach jakże kurwa istotnych dla dziewczyn a bynajmniej młodych kobiet.
A przedmiotem naszych -ówrozmów był członek męski, prącie czy tam penis...jak kto woli. Dla jednych narzędzie tortur, dla innych rozkosz, bez różnicy czy w ustach, dłoni czy między dwoma największymi palcami u stóp. Niektóre idealnego rozmiaru inne za duże albo co gorsza za małe. W przypadku naszego doświadczenia a na pewno mojego bywało... różnie.
Albo był tak beznadziejny jak moj wskazujący palec w lewej ręce. Nie przyjemny zapach który mnie "odstraszał" towarzyszył jego osobliwości.
Albo duży, za duży. Nie potrafiłam do niego zbliżyć ust, bo czułam jakąś wewnętrzną odrazę. Seks uprawialiśmy moze z 5 razy w ciągu dwu i półrocznego związku. Kompletnie nie potrafił wykorzystać swoich możliwości. Ale może to też troche przeze mnie, może za bardzo się brzydziłam.
Albo taki którego nawet wyglądu nie pamiętam, ale pamiętam że przyjemnie nawet było, z tym że może tym razem to dzięki atmosferze jaka wisiała tuż nad nami i na całym ...na całej przestrzeni.
No i ostatnie albo? wszystko odwróciło sie o 180 stopni.
Rozmiar? pasuje. Ładnie pachnie, jest mieciutki cieplutki i ma w sobie to coś. Że jak nie chciałam zbliżać ust do członka męskiego, tak teraz mogłabym je tam mieć cały czas!
I nie mam pojęcia jak to się stało, że zawsze jak 'koleżanki' mówiły o 'robieniu loda' to ja uciekałam gdzieś na bok bo nie chciało mi sie wytężać słuchu, teraz albo jest mi to obojętne albo nawet na plusie.
Nigdy nie myślałam, żeby zmienić całkowicie swoją orientacje przez to że coś mi nie pasuje w seksie z mężczyzną, ale boje się nawet pomyśleć gdyby tak rzeczywiście miało być.
02.12.2009 o godz. 09:14
Pamiętam...

Zdarzenia *tylko te ktore przeszly cenzure* które zapadły w mojej pamięci ;)
1. W zielonej górze weszło do pociągu tyle punków że chcąc iść do łazienki dzwigali mnie na rękach i przeciągali pod sufitem.
2. 4 czy 5 nad ranem przystanek Kostrzyn, wychodzimy z pociągu kumpel rzuca torbe przez okno i idziemy do busa... Na nosie okulary pol przyciemniane z gory i wiatr we wlosach, bluza rozpięta torba opadająca z ramienia.
3. Pole namiotowe, magia i zapiekanki za 7 żetonów
4. 6 rano ogródek piwny
5. kąpiel błotna z Agą (dylkiem)
6. godzina 1 w nocy, przenoszenie namiotu z Inrim do 'góry'
7. noc tak zimna ze nie przespana
8. cudowny poranek czyli kac + zimne leszki no i zupa chinska robiona na ognisku
9. zabawy z farbami no i kąpiel blotna cudowna z Grefkiem i Inrim i resztą ;)
10. Szorowanie się w zimnej wodzie;D
11. masowanie pleców i koncert Guano Apes + deszcz
12. Jedyny suchy namiot i cenzura^^
13. Spanie w aucie
14. brak mocy w baterii telefonu czyli brak zegarka czyli spoznienie na pociag i czekanie na nastepny 8 godzin na peronie;)
15. cudowny powrót do domu pociągiem pelnym cudownych ludzi
14.11.2009 o godz. 13:31
Rano wstałam z cudownym bólem głowy, rutynowo zajrzałam na gg i takie tam... ale żadnych wiadomości więc makijaż kawa i droga na przystanek juz czekała.
Dojechalam praktycznie pod sam teatr, lało jak z cebra wiec wbiegłam pod to gówniane zadaszenie żeby poczekać na Justyne. Przyszla Ola i pare osób z klasy a Justyny dalej nie było, sms 'gdzie jestes honey?" i juz sie zjawiła, mokre wlosy i jej duzy nosek taki czerwioniutki^^ weszliśmy do środka, wiadomo nudne no i szybko sie skonczyło, a pozniej miałysmy isc na zakupy ale kontrakt nam nie pozwalał spóźnić się na geografie wiec szybko wskoczyłyśmy do busa, oczywiście nie bez przeszkód. Ale to już inna bajka, jakis tam papieros został wyrzucony na jakims tam fałszywym przystanku i nie przyjemna sytuacja w szatni, ktoś chyba myślal że mnie tam nie ma i ze nie slysze, ale w ostatecznosci mnie widziała, i chyba bylo jej w chuj i jeszcze troche bardziej glupio... (przepraszam za wyrażenie, normalnie nie klne wcale) Kawa na geografii i pierwsza w zyciu modlitwa "zeby mnie glowa przestała boleć" a pozniej juz z górki, podwiozlam Justynke no i go home do książek.
Wedrówka od sciany do sciany i moje doczekanie.
09.11.2009 o godz. 19:27

dom

Weszłam do domu, na progu błoto,leży w tym samym miejscu od rana. Czyżby ktoś cały dzień spał i nie miał czasu posprzątać?
Dalej drzwi, zimny kaloryfer i moje zmarzniete stopy -swietnie ida ze soba w parze. Zrobiłam kawe, i weszłam do siebie, tu jak zwykle jeszcze zimniej, w dodatku niebieskie plamy na scianie które teraz dziwnie sprawiaja wrażenie płatków śniegu. W końcu zdałam sobie sprawe, że jestem chora, a jutro cudowny dzień w instytucji zwanej szkołą...
Kłade się do łóżka, zamykam oczy i zasypiam.
05.11.2009 o godz. 14:33

..."ja zaś choć byłem ześwinionym człowiekiem, to na swój sposób uczciwym, bez ogródek więc jej oświadczyłem, by nie liczyła na moją mężowską wierność. Moja brutalna szczerość nawet ja ujeła "skoro z gory czyms takim mnie uprzedza to znaczy ze nie chce mnie oszukiwac!" a to przeciez dla kobiety zazdrosnej jest najwazniejsze ... po wylaniu przez nia morza lez, zawarlismy miedzy soba nastepujaca ustna umowe: po pierwsze nigdy jej nie porzuce i do konca zycia bede jej mezem; po 2 bez jej pozwolenia nigdzie sie na dluzej nie oddale; po 3 nie zafunduje sobie zadnej stalej kochanki, Po 4 ona pozwoli mi na to ale nie inaczej jak tylko za jej cichym pozwoleniem, czasem pobawić sie z jakas sluzaca po 5 absolutnie nie wolno mi sie zakochac w kobiecie z naszej sfery po 6 gdyby jednak nie daj bog ogarnnela mnie milosc wielka i namietna to mam z cala otwartoscia ją o tym powiadomic"


I wiecie co... chyba sama zgodzila bym sie na taki kontrakt... bedac oczywiscie tą "kobieta"
Tagi: miłość
03.11.2009 o godz. 16:32

Pochmurny dzień, zimno w dłonie i nos czerwony, jak ten autobus, który wygląda jakby zaraz miał się rozlecieć. Słychać deszcz który uderza o niedomkniętą szybę, siadam właśnie przy tym oknie. Ruszamy... Czas przebycia drogi trwa koło 30-40min więc wyruszając o 14;21 ląduje w domu o 15;15. Na Placu Wolności jak zwykle wpada tłum rozwrzeszczanych dzieci które szybko zajmują wolne miejsca tak żeby babcie z torbami mogły sobie jak nigdy postać, tudzież pobiegać po autobusie pod wpływem siły wypadkowej. Obok mnie rozplacowuje się kobieta, chyba jakoś po 40-tce, raczej nie zadbana. Myśli krążą mi koło frazy "dlaczego akurat ona". Zaparowana szyba najwyrazniej bardzo jej przeszkadzała. Ubrała wełnianą rękawiczke i zaczeła ją mozolnie przecierać, tak że jej mizernie ubrudzona kurtka dotykała mojego czerwonego nosa. Myśle "głupia babo! skoncz wreszcie, albo wysiąde" Skończyła. Na szczęście nie jechała długo, wysiadła na wawoku. Przez szybę widać przystanek na którym czeka dziewczyna, w palcach ściska papierosa, kolor jej paznokci przypominał kolor moich rajstop. Wtedy dosiadła sie do mnie dziewczyna, czytała chyba cały referat o patelniach Tefal. Na reszcie mój przystanek, ide tak szybko że mam wrażenie że część mojego ciała od pasa w góre wyprzedza pozostałą część. Pada i pada, ciepła sień domu, szybkie rozsznurowanie butów i spotkanie z rodzicami.
Tagi: autobus
01.11.2009 o godz. 13:40
kotta
Zapiski
Skąd: Rybnik, Polska
O mnie: pieprzona emancypantka, optymistka, bezsufitowa, zanarcyziona, vivaladiva, pedofilka ?